contador gratis Skip to content

„W tym razem”: jak wezwanie o pomoc stworzyło wioskę miłości do mojego dziecka

„W tym razem”: jak wezwanie o pomoc stworzyło wioskę miłości do mojego dziecka
Alexandra Seaman

Mój nauczyciel zawsze powtarzał: „Nie wierzę w cuda – polegam na nich”.

Stosowałem to w praktyce i obserwowałem cuda we własnym życiu – cuda okoliczności, cuda przemiany, cuda uzdrowienia i odrodzenia – ale nigdy nie rozumiałem cudu wspólnoty aż do przybycia tego chłopca.

Niektórzy znają naszą historię z GoFundMe, który uruchomiliśmy w październiku, ale jeśli nie, mam na imię Alex i aż do pięciu dni przed narodzinami naszego syna nie mieliśmy pojęcia, że ​​jest on kimś innym niż „normalnym”.

Wprawdzie pochodzę z kochających przyrodę, uprawiających żywność organiczną, „trochę zbyt sceptycznie podchodzę do obozu położniczego i porodów domowych”, więc chociaż regularnie odwiedzałem OB, odmówiłem moich późnych badań ultrasonograficznych i zdecydował się na jak najmniejszą interwencję. Mieliśmy regularną opiekę prenatalną i przeprowadzaliśmy wszystkie nasze testy; według wszystkich wszystko było w porządku.

Alexandra Seaman

Dopiero po 41 i pół tygodnia poszliśmy na USG, aby upewnić się, że dziecko jest bezpieczne i że pozwolono mi czekać na poród. W tym momencie, ponad tydzień po terminie, dowiedzieliśmy się, że występują wady kończyn, których żaden lekarz nie potrafiłby wyjaśnić. O tak – a dziecko było zamkiem!

To właśnie w tym momencie, kiedy w mojej sypialni ustawiono balię porodową, blisko mojego ołtarza, z już ustawioną playlistą porodową, wyrzucono mnie z domu i wysłano na cesarskie cięcie.

Kiedy urodził się Forrest, dowiedzieliśmy się, że rozwinął się on w terminie z niezwykle zdrowym zestawem płuc, serca i mózgu, ale nigdy nie urósł mu nóg ani lewej ręki. Jego prawa ręka rozwinęła się, ale kości w jego dłoni są zrośnięte. Mógłbym teraz napisać cały post o emocjonalnej podróży, tej samej podróży, o której wspomniałem na GoFundMe: przerażeniu, poczuciu winy, strachu przed narodzinami syna, kiedy nie mieliśmy pojęcia, co jest „nie tak”, ale nie o to chodzi tego.

Ta historia nie jest o emocjach, ale o drodze do wspólnoty i całości, do której wprowadziły naszą rodzinę.

Nie wiedziałem o tym, kiedy to pisałem, ale moja modlitwa, aby wszyscy, którzy go znają, otaczali go tą samą bezwarunkową miłością i akceptacją, jaką odczuwaliśmy dla naszego syna, została nie tylko wysłuchana, ale odpowiedziała – i zapoczątkowała falę wsparcia, które ja nie mógłbym marzyć, nawet za milion lat.

Widzisz, pracuję jako nauczyciel jogi w mieście i nie jestem znaną na Instagramie nauczycielką jogi w fantazyjnych obcisłych spodniach, ale głęboko oddaną ludzkiemu całemu. Moją pasją nie jest nauczanie zawiłości stania na rękach, ale paradygmat wspólnoty i magii, która pojawia się, gdy pokonujemy siebie i wszyscy razem pracujemy.

Forrest pojawił się na świecie we wrześniu i już tak wielu z nas nauczył o prawdziwej mocy miłości.

Ponieważ okoliczności jego przybycia były tak wyjątkowo nieoczekiwane i ponieważ nie oszukałbym cholernej duszy, udając, że wszystko w porządku, wystosowałem rzadkie, ale bardzo szczere wezwanie o pomoc.

Na to wezwanie o pomoc odpowiedziała wspólnota najbardziej pobożnych i wiernych ludzi. W ciągu kilku dni od ogłoszenia jego narodzin byliśmy już ponad połowę drogi do celu, mając ponad 50 000 dolarów funduszy, które miały zostać przeznaczone na jego przyszłe potrzeby. Otrzymaliśmy darowizny w postaci pieluch i terapeutów oferujących usługi; otrzymywaliśmy darowizny w postaci modlitw, życzeń i miłości.

Mieliśmy przyjaciół, którzy zorganizowali uzdrowienie dźwiękiem, aby zachęcić wspólnotę do wspólnej modlitwy. Żona rolnika zaproponowała, że ​​wprowadzi go do swojego kościoła, aby pastor mógł udzielić mu błogosławieństwa. Mieliśmy fotografa, który podarował nam zdjęcia, sierżant policji trzymający go w ramionach w naszym salonie, projektanci odzieży wysyłający specjalne ubrania, paczki docierające do naszych drzwi. Otrzymaliśmy uściski od nieznajomych, wszyscy ponownie nam przypominali, że Bóg jest dobry i działa.

Nie mogłem czuć się przygnębiony, ponieważ nie miałem okazji. Za każdym rogiem, który skręciłem, był inny człowiek, który przypominał mi, że życie działa w tajemniczy sposób, a wszystkie one prowadzą nas z powrotem do prawdy.

A prawda jest taka, że ​​wszyscy jesteśmy w tym razem.

Pomijając finanse, Forrest będzie potrzebował tego, czego wszyscy potrzebujemy: przypomnienia, że ​​jesteśmy zdrowi, szczęśliwi i zdrowi. Przypominamy, że jesteśmy kochani i wspierani. Forrest będzie potrzebował tego, czego mnie teraz nauczyłeś: że każdy z nas ma do zaoferowania wyjątkowy dar i dziękujemy za to, że go ofiarowałeś.

Piszę teraz z tym samym wezwaniem o pomoc. Ponieważ dla nas musimy to utrzymać. W naszym przypadku, jak w każdym innym, łatwo jest wrócić do starych nawyków obwiniania lub wątpienia w siebie. Zastanawiania się, dlaczego pewne rzeczy się zdarzają, zwłaszcza gdy nie idą tak, jak „powinny”; kwestionowanie tego, kim jesteśmy i co będziemy robić na tej wielkiej planecie Ziemi.

Forrest nauczył mnie, że pokazujemy się tacy, jacy jesteśmy i kochamy z szeroko otwartymi sercami. Nauczył nas, że w porządku jest być bezbronnym i w porządku jest prosić o pomoc, kiedy jest nam w potrzebie; w rzeczywistości otrzymanie pomocy w taki sposób może być największym darem, jaki możemy ofiarować sobie i sobie nawzajem.

Spędzamy tak dużo życia udając, że mamy to razem, jakbyśmy się nie rozpadali w szwach, ale być może, jeśli więcej z nas się otworzy, jeśli więcej z nas przyzna, że ​​nie czujemy się dobrze, lub że potrzebujemy siebie nawzajem, dzięki temu więcej z nas miałoby szansę służyć.

Dobrze jest się kochać. Dobrze jest być prawdziwym. Dlatego w te święta bardzo dziękujemy.

Od naszej rodziny do Twojej,

Alexandra, Brandon i Baby Forrest

Forrest’s GoFundMe nadal działa. Jeśli czujesz się powołany do dzielenia się lub wnoszenia wkładu, znajdź nas tutaj.