contador gratis Skip to content

Wiadomość do wszystkich wystarczająco dobrych rodziców

wystarczająco dobry

dostatecznie dobra Zdjęcie za pośrednictwem Shutterstock

Posłuchajcie, rodzice. Jest coś, o czym musimy porozmawiać. Widujemy się już od jakiegoś czasu – na placu zabaw, w sklepie spożywczym, czekając przed zajęciami gimnastycznymi, pędząc z biura na pociąg podmiejski. Pytamy się wzajemnie „jak się masz?” a my odpowiadamy „dobrze”. Ale nawet gdy słowa przechodzą przez moje usta, wiem, że „w porządku” to kłamstwo. A jednak ja to mówię – i ty mówisz – ponieważ wiemy, że tak powinniśmy powiedzieć.

Ale tak naprawdę mamy na myśli to: jesteśmy wyczerpani, zmartwieni i sfrustrowani. Mamy dość biegania po pięciu sklepach, próbując znaleźć idealne smakołyki na klasową imprezę Halloween. Jesteśmy wyczerpani, bo nie spaliśmy do północy, próbując stworzyć idealne zaproszenia na przyjęcie urodzinowe, odpisując maile z pracy i pakując obiady na następny dzień. Czujemy się niesforni i nieatrakcyjni, ponieważ od tygodnia nie mieliśmy czasu na makijaż, od pół roku nie mamy prawdziwej fryzury i nie braliśmy prysznica od wczorajszego ranka. Czujemy się winni, ponieważ nasz wózek spożywczy jest znacznie cięższy od słodkich płatków śniadaniowych, mrożonej pizzy i przetworzonej żywności niż organiczne truskawki, komosa ryżowa i jarmuż. W nocy kładziemy się do łóżka, bardzo zmęczeni, z mentalną listą wszystkich rzeczy, których nie zrobiliśmy, przebiegającą przez naszą głowę i budzimy się, wciąż bardzo zmęczeni, tylko po to, by powitać nas cichymi głosikami domagającymi się gofrów i przenikliwe tttrrrriiiingggg nowych e-maili dodających do naszego albatrosa listę rzeczy do zrobienia.

Widzimy innych rodziców, którzy wydają się poruszać się bez wysiłku przez cały dzień, myślimy, jak oni to robią? A po tym pytaniu zwykle pojawia się nasz własny głośny i paskudny wewnętrzny głos, który mówi: Nie jesteś wystarczająco dobry i nie masz absolutnie pojęcia, co robisz, i całkowicie spierdolisz tę sprawę z rodzicielstwem. A pod całą tą hałaśliwą wewnętrzną krytyką i zwątpieniem w siebie, wszystko, co naprawdę chcemy usłyszeć, to cichy, ale uspokajający głos mówiący: Wykonujesz dobrą robotę, cholernie dobrą robotę.

Ale oczywiście nie możemy tego wszystkiego powiedzieć, więc po prostu uśmiechamy się, kiwamy głową i mówimy, że „wszystko w porządku”.

Już wystarczająco długo przechodziliśmy przez tę rutynę, więc proponuję: po prostu przestańmy bzdury. Przestańmy mówić „Nic mi nie jest” za każdym razem, gdy ktoś pyta, jak nam idzie. Prośmy o pomoc i bądźmy dla siebie mili. Od czasu do czasu pozwólmy sobie na rozpad. Porzućmy ten sport, polegający na współzawodnictwie rodzicielskim. Przestańmy próbować robić wszystko i być wszystkim i, z miłości do wszystkich rzeczy świętych, po prostu zakończmy te rozmowy o tym, czy możemy, czy nie możemy „mieć tego wszystkiego” (błysk wiadomości: nikt nie może). Przestańmy starać się być „idealnymi” rodzicami i bądźmy szczęśliwymi jako wystarczająco dobrzy rodzice.

Wiem, co niektórzy z was mogą pomyśleć. Można powiedzieć, że nasze dzieci zasługują na to, co najlepsze, a nie tylko „wystarczająco dobre”. Nie możesz być leniwym rodzicem, możesz mi przypomnieć. Ale pozwólcie mi wyjaśnić: bycie wystarczająco dobrym rodzicem nie oznacza mniejszego kochania czy troski o nasze dzieci. Nie oznacza to mniejszego nauczania, dyscyplinowania czy prowadzenia naszych dzieci. Oznacza to po prostu mniejszą presję, mniej doskonałości i mniej bzdur. Wystarczająco dobre rodzicielstwo nie polega na wybieraniu łatwej drogi lub pozwalaniu naszym dzieciom się wychowywać. Chodzi o to, aby położyć kres wszystkim porównaniom i presji, aby zrobić wszystko, i uśmiechnąć się do nas, gdy to robimy. Chodzi o to, aby nie mówić „nic mi nie jest”, kiedy to, co naprawdę czujemy, jest wyczerpane, przestraszone i zdezorientowane.

Bądźmy szczerzy, czasami trudno jest wyjść z domu na czas do szkoły, gdy wszyscy mają na sobie buty i dopasowane skarpetki; nie potrzebujemy presji, by pakować słodkie i kreatywne obiady w bento-boxie lub mieć na sobie czystą bieliznę dla dzieci. Hej, przynajmniej mają na sobie bieliznę, prawda? Wystarczająco trudno jest zdyscyplinować nasze dzieci i nauczyć je życzliwości, uczciwości i troski; dlaczego nie dać sobie trochę luzu i być dla siebie trochę milszym?

Kolacja to pizza i małe marchewki przez ostatnie trzy noce? Wystarczająco dobry!

Randka polega na noszeniu dobrych spodni do jogi (a może tylko czystych), wczesnym kładzeniu dzieci do łóżka i oglądaniu Mad Men? Wystarczająco dobry!

Przez ostatni tydzień pakowałeś do plecaków dla dzieci Lunchables i Capri Sun? Wystarczająco dobry!

W tym tygodniu brałeś prysznic tylko dwa razy? Wystarczająco dobry! (Czy w ogóle nie do tego służą czapki baseballowe i kucyki?)

Twój program ćwiczeń polega na codziennym gonieniu malucha po domu, aby założyć mu buty? Wystarczająco dobry!

Twoje dzieci kąpały się w tym tygodniu tylko dwa razy, z których jedna była kąpielą chlorową podczas lekcji pływania? Wystarczająco dobry!

Rodzicielstwo jest trudne, cholernie trudne. I całe to udawanie, że to nie jest trudne, że czasami nie wydaje się to gigantycznym kopnięciem w krocze, jest cholernie wyczerpujące. Rodzicielstwo jest wystarczająco trudne bez porównywania, rywalizacji, osądu, samowystarczalności i dążenia do doskonałości. Może moglibyśmy po prostu przyjąć dobre intencje w innych i sobie i kontynuować? Wszyscy staramy się wychowywać dobrych i życzliwych ludzi. Wszyscy kochamy nasze dzieci najlepiej, jak potrafimy i całym sercem. Wszyscy jesteśmy proszeni o pełnienie wielu ról i noszenie wielu kapeluszy – współmałżonka, przyjaciela, siostry lub brata, syna lub córki, przyjaciela, współpracownika, pracownika, szefa, działacza społecznego, wolontariusza lub tego, co masz. A przy tych wszystkich rolach, które gramy, i tych wszystkich kapeluszach, które nosimy, trudno nie czuć, że coś nam się nie udaje, we wszystkim. Jak powiedział mi kiedyś dobry przyjaciel: „Każdego dnia coś mi się nie udaje, to tylko kwestia czego”.

Jako rodzice uczymy się trochę każdego dnia, ale ten proces ma bardzo dużą krzywą uczenia się i przebiega w sposób dwa kroki do przodu i jeden krok do tyłu. Podczas gdy doskonalenie jest szlachetnym dążeniem, doskonałość jest daremnym zadaniem głupca. Mamy dość stresu, presji i zobowiązań, dlaczego nalegamy na dodawanie do listy niepowodzeń, ponieważ nie karmimy naszych dzieci całkowicie organiczną dietą bez cukru, nie szyjemy ręcznie robionych kostiumów na Halloween ani nie planujemy wyszukanych przyjęć urodzinowych? Dlaczego nadal staramy się być idealnym rodzicem i doskonałym pracownikiem oraz idealnym małżonkiem?

Po pierwsze, nie mogę już tego robić. Przestałem być idealnym rodzicem; Teraz dążę do tego, by być wystarczająco dobrym.

I wiesz co? Gdy tylko przestałem się skupiać na byciu idealnym rodzicem, a bardziej na tym, by być wystarczająco dobrym, usłyszałem te ciche słowa, których tak bardzo pragnąłem usłyszeć: Wykonujesz dobrą robotę, cholernie dobrą robotę.

Wiesz co jeszcze? Ty też.