contador gratis Skip to content

Wiele się nauczyłem o sobie, kiedy przestałem krzyczeć na moje dzieci

Wiele się nauczyłem o sobie, kiedy przestałem krzyczeć na moje dzieci
ljubaphoto / iStock

Dorastałem w domu wrzasków. Nigdy nie wydawało mi się to nienormalne, ponieważ zawsze o tym wiedziałem, ale nigdy nie zastanawiałem się nad tym, dopóki nie miałem własnych dzieci. Pewnego dnia mój głos stał się ochrypły i szczerze zastanawiałam się, czy krzyk jest dość szkodliwy zarówno dla mnie, jak i dla moich dzieci.

Krzyczenie nie zawsze polega na frustracji i wykrzykiwaniu żądań, aby każdy zrobił to lub tamto. Czasami chodzi o dosłownie próbę usłyszenia z powodu zgiełku chaosu, który towarzyszy terytorium posiadania dzieci. Bez względu na przyczynę, gdy zaczyna się krzyk, staje się bolesnym i absurdalnym nawykiem, w którym dzieci zamykają się i nie słuchają, a rodzice czują się zarówno źli, jak i winni z powodu używania krzyku jako narzędzia rodzicielskiego. Błędne koło.

Więc pewnego dnia zdecydowałem się rzucić.

Myślałem na pewno, że rzucenie krzyku będzie łatwe, dopóki nie zdałem sobie sprawy, że to dokładnie tak, jak rzucenie palenia lub przeklinanie. To jest cholernie trudne i wiele razy zawodzisz, zanim w końcu osiągniesz pasmo sukcesów.

Dla mnie największym kluczem do tego, by przestać krzyczeć, było uświadomienie sobie, że powody, dla których krzyczałem, były skomplikowane. Zaczęło się, ponieważ nie miałam pojęcia, jak radzić sobie z dziećmi, do czego jako rodzic naprawdę trudno się przyznać. Żadna ilość opieki nad dziećmi ani bycia wychowawcą obozowym nie mogła przygotować mnie na dzień, w którym moje własne dziecko dosłownie zrobi dokładnie to, czego mu powiedziałem, ponieważ przekraczał granice – całkowicie oczekiwana i naturalna rzecz dla dziecka, ale coś, co rzuca każdy nowy rodzic na pętlę – i ogólnie inspiruje niektóre podniesione głosy.

Miałem też przekonanie, że jako rodzic zawsze mam rację, a moje dzieci muszą szanować mnie i moje zasady. I chociaż prawdą jest, że wymagam szacunku od moich dzieci, wielką życiową lekcją rzucania krzyków było uświadomienie sobie, że nawet w okresie rodzicielstwa koncepcja szacunku jest dwukierunkowa. Nie mogę pomylić strachu z szacunkiem, a potem być zaskoczonym, gdy moje dzieci mnie nie słuchają.

Kiedy moje dzieci grają, dzieje się tak zwykle dlatego, że są zmęczone, głodne lub wyrażają swoje emocje w jakiś pierwotny sposób i są zbyt młode, aby się jeszcze wyrazić. Sass talk? To tylko dźwięk mojego dziecka, próbującego zapewnić sobie pewną niezależność, choć w dość dysfunkcyjny sposób. Ale zamiast wziąć głęboki oddech, spojrzeć na sytuację i zdać sobie sprawę, że moim zadaniem jako rodzica jest pomaganie dzieciom w przeprowadzaniu ich przez ich uczucia i sytuacje, po prostu krzyczałbym, ponieważ w takich chwilach czułam się bardziej. jak kwestia kontroli niż chwila, której można się nauczyć. Albo byłem po prostu zbyt wyczerpany, by włożyć dodatkowy wysiłek, co jest uczuciem, do którego z pewnością wszyscy możemy się kiedyś odnieść.

Traktowanie każdej chwili jako momentu, w którym moje dzieci mogą się nauczyć, jest tym, co naprawdę przyniosło wielką prawdę, o której chodzi w krzyku ja i moje reakcje emocjonalne a nie o tym, jak zachowują się moje dzieci. Kiedy chcę eksplodować, ponieważ właśnie skończyłem sprzątać dom, a moje dzieci właśnie wrzuciły na podłogę pudełko 7000 klocków Legos, nie ma to nic wspólnego z dziećmi, a wszystko ze mną. Muszę powiedzieć sobie, żeby zachować spokój, ocenić sytuację, zdecydować, czy muszę dać wskazówki moim chuliganom, którzy właśnie zamienili podłogę w moim ładnym salonie w gówno, a potem kontynuować – bez krzyczenia. Nie zawsze jest to łatwe. W rzeczywistości przez większość czasu jest to cholernie trudne, ponieważ jest to naturalny impuls, który wciąż uczę się kontrolować.

Usunięcie krzyku z równania rodzicielskiego oznaczało konieczność uważnego przyjrzenia się temu, co sprawia, że ​​tykam jako osoba i jako rodzic, i dać sobie przestrzeń i współczucie, aby naprawdę zrozumieć, dlaczego odczuwam potrzebę krzyczenia. Dowiaduję się, że mam problemy z kontrolą, że mam problemy ze strachem i czasami – podobnie jak moje dzieci – jestem po prostu zmęczony lub głodny. Nauczenie się rozpoznawania tego, co dzieje się w mojej głowie i sercu w momencie, w którym chcę wybuchnąć okrzykami do moich dzieci, to jedyny sposób, w jaki mogę odnieść sukces.

Krzyczenie nie czyni mnie (ani nikogo) złym rodzicem, ale decyzja o znalezieniu innej drogi dała mi możliwość zanurzenia się głęboko w sobie i odkrycia, co to znaczy mieć relacje z moimi dziećmi oparte na szacunku, zaufaniu i współczucie. Nie jestem idealnym rodzicem (daleko mi do tego), ale ciężko pracuję, aby być rodzicem, którego moje dzieci potrzebują teraz w tej chwili. Wygląda na to, że potrzebują rodzica, który mniej krzyczy, a więcej słucha.