contador gratis Skip to content

Wkrótce dwa

chłopiec bawiący się klockami

boy-playing-with-blocks Zdjęcie za pośrednictwem Shutterstock

To mój pierwszy raz. Odkąd zostałam matką, to pierwszy raz, kiedy nie mam dziecka.

Jutro mój najmłodszy syn skończy dwa lata. Moi trzej chłopcy są w odstępie 20 miesięcy. Kiedy ktoś skończył dwa lata, w domu było już drugie dziecko. Minęło sześć lat kolejnych ciąż, karmienia piersią i noworodków, bez przerwy i rytmu. Ale teraz minął cały rok, odkąd dałam pierś lub butelkę.

Ostatnio rozglądam się, jakby czegoś mi brakowało.

Przypadkowo natknę się na przejście dla niemowląt w Target i szybko przejdę obok smoczków i otulaczy, nierównych poduszek i laktatorów – ale dopiero wtedy, gdy w moim gardle pojawi się gula. Nie ma już takiej potrzeby.

Na początku tego tygodnia zaryzykowałem do piwnicy mojej babci, aby odzyskać Rubbermaids wypchane po brzegi ubraniami dla niemowląt – teraz wręczane dla mojego przyszłego siostrzeńca. Zatrzymuję się, by dotknąć miękkiego bawełnianego kombinezonu ze szpitala i natychmiast mnie przewożą. Och, to banalne, ale naprawdę, czy kiedykolwiek byli tacy mali?

Teraz, kiedy przygotowuję śniadanie dla jego braci, mija on, nieprawdopodobnie szybko, błysk polarowej piżamy i jasnych włosów. Chyba znam te piżamy. Granatowo-pomarańczowy z piłeczkami tańczącymi na nogach. Mają rozmiar 2T. To te, które zawsze pasują do malucha czekającego, aż przyniosę do domu jego braciszka. Moje ramiona szukają i boli mnie serce noworodka, który, jak się wydaje, musi być w pobliżu.

Ale ja tylko go znajduję.

Mój najmłodszy chłopiec. Który owija ramiona wokół mojej szyi i mocno ściska. Który siedzi obok mnie i kładzie pulchną dłoń na mojej. Którego miękkie blond włosy są nadal rzadkie. Czyja twarz, kiedy śpi, nadal przypomina ziarnisty obraz USG sprzed naszego spotkania.

Ale nagle zaskakuje mnie klarowność jego języka.

A jego pulchne uda malucha wypełniają moje kolana.

I naluje sobie wody.

Myje własne zęby.

Teraz przechodzę obok długiego lustra i przeraża mnie odbicie dziecka, które jest zbyt duże, by je nosić.

I to jest prawie niezręczne, gdybym chwycił go na piersi.

Drobne, ale epickie chwile, które w jakiś sposób zostały pominięte przez pierwsze dwa razy w okolicy lub przynajmniej przytłumione przez naglący płacz noworodka lub naleganie pierworodnego.

Teraz nie ma tu nowej osoby, która nagle sprawiłaby, że ten chłopiec wydawałby się ogromny. I tak pozostaje moim dzieckiem.

Ale niedługo skończy dwa lata. Zbyt wcześnie.

Nawet jego wejście na świat nastąpiło wcześniej niż się spodziewano – cztery dni przed planowanym cesarskim cięciem, nagły przypływ płynu owodniowego podczas snu jego braci sygnalizował jego dramatyczne przybycie. Od samego początku to wszystko mija nas zdecydowanie za szybko i bardzo nieznacznie, zanim jesteśmy gotowi.

I oto jestem z nostalgią za szpitalnym oddziałem poporodowym – jego delikatnym turkusowo-brzoskwiniowym wystrojem, długimi, gładkimi korytarzami. Tace z wygodnym jedzeniem i szurające, kochające pielęgniarki. I oczywiście malutkie, różowe niemowlę na przemian owinięte w plastikową ruchomą gondolę lub starannie wtulone w moje wdzięczne ramiona.

To tak, jakbym nie rozpoznała siebie bez noworodka.

Pędziliśmy w stronę dwojga z poczuciem nieuchronności – prawie z niecierpliwością. Ponieważ „22” i „23” miesiące są nagle zbyt kłopotliwe, by je określić. Bo to przychodzi, niezależnie.

Wraz z rozwojem moich synów rośnie przepaść między tym, czego potrzebują, a tym, co mogę dać. Ich świat rozszerzy się daleko poza ten dom ze mną w nim. A ja, och, z moją fiksacją na punkcie małych – od maleńkich nowonarodzonych rączek, przez proste wyzwania życia z dziećmi, po zwykłe chwile naszej codzienności.

Wyrastamy z nich wszystkich.

Tak, czuję się uwiązany przez moje dzieci, ale też zakotwiczony. A teraz, gdy więzy opadają lekko, ale równomiernie, zastanawiam się, co mnie zapewni. Pewnego ostatniego popołudnia na Manhattanie wspiąłem się po schodach metra i dotarłem do rogu, zdezorientowany, poobijany przez bezczelnych przechodniów. Bez ciężaru dzieci, wypadam swobodnie. Bita jak zbłąkana plastikowa torba na wietrze. Trochę zagubiony.

Czasami martwię się, kiedy ich nie ma, w ogóle nie rozpoznam siebie.

Powiązany post: Pustka, kiedy skończysz mieć dzieci – straszna mama