contador gratis Skip to content

Wsadzam moje dzikie dziecko na smycz z dobrych powodów, więc przestańcie o tym mówić

Lisa5201 / iStock

W okolicach Bożego Narodzenia wybraliśmy się z rodziną na wycieczkę do Disneylandu i pierwszą rzeczą, którą spakowaliśmy z żoną, była smycz dla naszej 2-latki, ponieważ faktem jest, że podróżowanie z nią gdziekolwiek jest jak wyciągnięcie dzikiego zwierzęcia z jego naturalnego siedlisko. Nie oznacza to, że nie kochamy jej ani nie szanujemy jej niezależności – tak. Ale chodzi o to, że mamy trójkę dzieci, ona jest najmłodsza i jest, bez dwóch zdań, najbardziej upartą dziewczynką, jaką kiedykolwiek miałem pod moją opieką.

Więc zabraliśmy smycz, chociaż wiedziałem, że dostaniemy wiele spojrzeń z ukosa, a nawet sporadycznych komentarzy oceniających. A fakt był taki, że dostaliśmy te wszystkie rzeczy. Kiedy Aspen szarpnął się do przodu, z pełną prędkością, wycierając moje ramię, próbując przepchnąć się przez grudniowy tłum w Disneylandzie, rodzice spojrzeli na mnie, jakbym traktował swoje dziecko jak psa. Kiedy byliśmy w kolejce, kobieta miała czelność zapytać, czy naprawdę potrzebuję smyczy. Chwilę później Aspen próbował zanurkować głową do fosy It’s a Small World. Gdyby nie smycz, bez wątpienia zrobiłaby to w wodzie. Ale z jakiegoś powodu wątpię, czy to był wystarczający dowód dla tej złośliwej pani, która z nami była.

Myślę, że to jest prawdziwa trudność w posiadaniu dzikiego dziecka. Jesteś przeklęty, jeśli to zrobisz, i jesteś przeklęty, jeśli tego nie zrobisz. Bo faktem jest, że gdybym nie założył Aspen na smyczy w parkach rozrywki, zoo czy nawet w zatłoczonym centrum handlowym, byłaby zagubionym dzieckiem ogłoszonym przez domofon. Byłaby dzieckiem, które na Facebooku zyskało popularność dzięki ucieczce od rodziców i włóczeniu się na parking w centrum handlowym bez opieki.

Mogłaby być dzieckiem wchodzącym do klatki z tygrysem.

Jest urocza, ma małe nogi, dłonie i blond warkocze. Ale ona też nie rozumie strachu, śmierci ani zażenowania, tak jak ja.

Trzymam swoje dziecko na smyczy, aby było bezpieczne, ponieważ jest w 100% nieprzewidywalna. Mój najstarszy, Tristan, był taki sam. Był wariatem, więc go też przypięliśmy na smyczy. Tylko zrobiliśmy to z większą dyskrecją. Kupiliśmy jedną z tych smyczy, która wygląda jak pluszowy plecak małpki. Z naszym najmłodszym Aspenem po prostu nas to nie obchodzi. Jej smycz jest oczywista i używamy jej bez przeprosin.

Moja środkowa córka była jednak słodka i zadowolona iw większości pozostawała przy nas. Nie potrzebowaliśmy smyczy. Powodem, dla którego na to zwracam uwagę, jest to, że wszystkie dzieci są różne i tylko dlatego, że maluchowi można zaufać, że zostanie przy tobie w tłumie, nie oznacza, że ​​jesteś lepszym rodzicem. Oznacza to, że Twoje dziecko nie jest dzikie ani porywcze, ani nic takiego.

Gratulacje.

Ciesz się tym.

Jestem rodzicem na tyle długo, żeby wiedzieć, że w przyszłości wszystko się zmieni. Moje dziecko może szybciej trenować nocnik lub czytać przed dzieckiem. Nic z tego nie oznacza, że ​​jesteś dobrym lub złym rodzicem. Oznacza to po prostu, że dzieci rozwijają się inaczej, a niektóre z nich przychodzą na ten świat biernie lub przestraszone, a inne nie dają gówna.

A jeśli nie jesteś rodzicem oceniającym rodziców, ponieważ umieścili swoje dziecko na smyczy, zamknij głupią minę. Naprawdę, naprawdę nic nie wiesz o tej sytuacji.

Ponieważ ostatecznie staramy się po prostu chronić nasze dzikie dziecko, zachowując jednocześnie zdrowie psychiczne.

Wszystko jest dobrze.

Spędziliśmy trzy dni w Disneylandzie. Aspen był codziennie na smyczy. To powstrzymało ją przed wyskoczeniem z pociągu Casey Jr., czołganiem się z Dumbo Ride i skokiem do rzeki w Piraci z Karaibów. Dzięki temu nie uciekła w tłum milion razy. Więc jeśli widziałeś mnie w Disneylandzie z dzikim, blond maluchem na smyczy i zrobiłeś sobie złośliwy komentarz, ponieważ nie możesz zrozumieć, dlaczego ktoś zrobiłby to swojemu dziecku, oto dlaczego.

Nie musisz być kutasem w tej sprawie.

Wolałabym, żeby Aspen trzymał mnie za rękę. Wolałbym, żeby została w moich ramionach bez kopania i szarpania z ciekawości, walcząc ze mną, żebym ją zawiódł, żeby mogła sprawdzić, kto wie co, ale to nie ona. Jednocześnie nie zmieniłbym nic w moim dzikim dziecku. Ma ogień w oczach i ciekawość, której nie da się porównać. Jest nieustraszona i zdeterminowana, i codziennie modlę się, żeby nic z tego nie straciła, bo teraz te cechy są frustrujące. Ale za kilka lat będą godni podziwu.