Wyznania zreformowanego rodzica kosiarki

Wyznania zreformowanego rodzica kosiarki

Wyznania zreformowanego rodzica kosiarki
Creativel / iStock

Kiedy podeszła do mnie, mogłem powiedzieć, że była zdenerwowana. Moja zwykle odważna 11-letnia córka powoli podeszła do mnie po wyjściu z autobusu, a jej oczy wypełniły się łzami. To był początek roku szkolnego i jak zwykle rozpoczął się ciężki początek, ponieważ jej nieśmiałość zawsze wyłania się z brzydkiej głowy w pierwszych dniach nowej sytuacji w szkole. W tym roku to jadalnia budziła jej niepokój. Nie znała większości dzieci z nowej klasy, więc obiad stał się dla niej stresującą i denerwującą sytuacją. Nie dlatego, że jest dzieckiem, które nie ma przyjaciół, ale dlatego, że jest dzieckiem, które ma problemy z nawiązywaniem rozmów z innymi dziećmi. Jednak gdy ktoś przełamie lody, jej promienna osobowość prześwieca.

Ten rok był szczególnie trudny, ponieważ dziewczęta przed okresem dojrzewania to trudny tłum. Jeśli nie pasujesz do typowej, bąbelkowej, dziewczęcej pleśni, włamanie się do kliku dziewcząt z piątej klasy może być trudne. Wiem o tym aż za dobrze, ponieważ byłem nieśmiałą, książkową dziewczyną z mojej piątej klasy, a do tego często nowicjuszem w szkole. Czułem, jak wracam do tego niezręcznego, boleśnie nieśmiałego dzieciaka w stołówce, kiedy szczegółowo opisywała próby swojego samotnego lunchu tego dnia.

Moim pierwszym odruchem było to, aby jakoś to poprawić. Do kogo mogę zadzwonić? Kogo w szkole znałem, kto mógłby jej pomóc w poruszaniu się po wzburzonych wodach jadalni piątej klasy? Co mogłem zrobić w tej chwili, aby natychmiast złagodzić jej oczywisty niepokój, żeby nie musiała cierpieć zniewagi wynikającej z konieczności jedzenia po cichu w samotności, jak to robiłem tyle razy w piątej klasie?

Kiedy te myśli przebiegały mi przez głowę, wiedziałem, że niewłaściwe jest manipulowanie tym, co dzieje się w stołówce. Próbowałem powstrzymać się od ingerowania i mikrozarządzania jej szkolnymi doświadczeniami. Ale po prostu nie mogłem odpuścić i przyłapałem się na tym, że zadzwoniłem do znajomego, który pracował w stołówce, aby omówić sytuację i opracować plan, aby moja córka nie miała takich trudności w szkole.

I nienawidziłem siebie za to, co teraz wiem, nazywane jest „rodzicielstwem kosiarek”.

W odróżnieniu od bardziej znanego terminu „rodzice helikoptera”, w którym rodzice unoszą się nad swoimi dziećmi i są nadmiernie zaangażowani w codzienne czynności, rodzice kosiarek to zupełnie inna rasa. Rodzice helikopterów na szybkości, jeśli wolisz. Ci rodzice mają obsesję na punkcie przeszkód, które mogą napotkać ich dziecko na wszystkich etapach rozwoju i próbują wymyślić sposoby, aby oczyścić ścieżkę dla ich dziecka, aby miało płynne żeglowanie i zero konfliktów. Zasadniczo „kosi trawę” na idealnej małej ścieżce, aby ich ukochani nie odczuwali ani odrobiny niepokoju, dzięki czemu, mam nadzieję, stworzą idealne życie w dzieciństwie.

A jeśli jestem winny odpalenia starej kosiarki do trawy, najprawdopodobniej wy też, i musimy to do diabła zrzucić, rodzice.

Ponieważ nie robimy naszym dzieciom żadnych przysług, ułatwiając im życie.

Życie jest czasami trudne, zwłaszcza w okresie wczesnej młodości. Wszyscy wzdrygamy się, gdy patrzymy na nasze zdjęcia z gimnazjum i widzimy okulary, trądzik i nakrycie głowy (zamknij się, ty też to miałeś, wiem o tym). Wszyscy wzdrygamy się, gdy myślimy o tych niezręcznych chwilach z pierwszymi pocałunkami i niszczycielskimi złamanymi sercami. Pamiętamy o samotności, która towarzyszy walce z dobrym przyjacielem. I drapiemy się po głowach i zastanawiamy się, co do cholery myślimy, patrząc na ubrania, które uważaliśmy za fajne.

Wszyscy jednak przeżyliśmy.

Nasze dzieci też.

Tak, po drodze będą łzy, a ty będziesz chciał maszerować i rozerwać na nowo chłopca, który złamał serce twojej małej dziewczynki. Będziesz obserwować, jak Twoje dziecko zmaga się z algebry i nie zdasz egzaminu z francuskiego, o którym wiesz, że mógłby zdać śpiewająco, gdyby faktycznie się uczył. Będziesz trzymać swoje dziecko, gdy płacze, że nie dołączył do drużyny koszykarskiej, i będziesz się zastanawiać, jak przeżyłeś licealny młyn plotek. I nigdy nie zrozumiesz nękania Snapchata. Zawsze. Z każdym uderzeniem po drodze natychmiast powrócisz do czasu, który chciałbyś, abyś mógł to zrobić, do czasu w gimnazjum, w którym chciałbyś wędrować po korytarzach z wiedzą, którą masz teraz jako dorosły.

Ale nie chodzi o nas.

To jest o im.

Nasze dzieci muszą mieć te same doświadczenia, co my, aby zyskać potrzebną perspektywę dorosłości. Muszą czuć zakłopotanie i wstyd, aby przypomnieć im, że chcą sobie lepiej radzić. Muszą poczuć niezręczność sytuacji społecznych, aby byli zmuszeni wyjść poza swoją strefę komfortu, sięgnąć po coś, czego naprawdę chcą. Tak, musimy im pomóc, ale nie torując całą cholerną drogę. Nie czyniąc tego tak prostym, że zmuszeni są do zerowego wysiłku, aby poprawić swoją sytuację lub uczyć się na błędach. Musimy raczej dać im narzędzia, aby to wszystko rozgryźć. I niech od czasu do czasu upadną.

Ponieważ upadek nie jest trudny. To cofanie się, walka o to, co słuszne i stawanie się silniejszym w obliczu przeciwności, jest kluczowe dla naszych dzieci do opanowania. A oczyszczenie ścieżki dla naszych dzieci, aby pomijały życie, uczyni je tylko uprawnionymi dupkami w kolejce. A takich mamy już za dużo, ludzi.

Rodzice, więc odłóżcie kosiarki do trawy i pozwólcie swoim dzieciom wykonywać ciężką pracę związaną z dorastaniem. Choć jest to trudne, nie możemy mikrozarządzać ich dzieciństwem. Musimy oszczędzać nasze zaangażowanie, kiedy naprawdę nas potrzebują, i dać im znać, że będziemy tam, gdy to się liczy. Ponieważ, szczerze mówiąc, pchanie kosiarki to ciężka praca, a siedzenie na patio z lampką wina, gdy twoje dziecko kosi trawnik (lekcje życia, ludzie) jest o wiele przyjemniejsze.