contador gratis Skip to content

Żałoba bez nadziei na tęczowe dziecko

Żałoba bez nadziei na tęczowe dziecko
Valeria Boltneva / PEXELS

Ach, tęcza. Piękny znak, że burza się skończyła i nadchodzą lepsze rzeczy. Naturalny sposób na powiedzenie, że wszystko jest w porządku i słońce może znowu wzejść. Termin „Rainbow Baby” jest obecnie popularny. Rainbow Baby to dziecko urodzone po stracie. Ta strata może być poronieniem, urodzeniem martwego dziecka lub utratą niemowlęcia. Może to być nawet utrata dorosłego dziecka. Ale kiedy matka, która straciła dziecko, urodzi kolejne żywe dziecko, jej nowy i cudowny prezent zostaje nazwany serdecznym określeniem „Tęczowe Dziecko”.

Uwielbiam pomysł Rainbow Babies. Mam kilku przyjaciół, którzy doświadczyli ogromnych strat i byli podekscytowani posiadaniem swoich Rainbow Babies. Jestem naprawdę podekscytowany tymi matkami. Prawdę mówiąc, mogłabym niemal wybuchnąć radością, wiedząc, że mieli okazję mieć kolejne dziecko. Żywe dziecko, które oddycha, jest ciepłe i pachnie cudownie. Rainbow Babies sprawiają, że się uśmiecham.

Ale co, jeśli wiesz, że Twoja Rainbow nigdy nie nadejdzie? Żałoba bez nadziei Tęczowego Dziecka to zupełnie inny rodzaj żalu. Często wyobrażam sobie, jak rodzę w błogim pokoju z moim dumnym, promiennym mężem u boku i słyszę głośny, piękny płacz naszego żywego Rainbow Baby. Jak słodko-gorzkie musi być po przegranej. Ale wierzę też, że mógłbym sobie powiedzieć, że nasza strata wydarzyła się po to, aby nasze Tęczowe Dziecko mogło powstać. Prawdę mówiąc, wiem, że chciałbym i wierzę w to z całej duszy. Myślę, że to byłoby pocieszające. Czy ludzie nie mówią, że wszystko dzieje się z jakiegoś powodu? Nie ma lepszego sposobu na wytłumaczenie smutku z powodu ogromnej straty niż nadzieja, że ​​stało się to po to, by narodzić się nowe dziecko.

Kiedy tracisz dziecko i wiesz ze 100% pewnością, że nigdy nie będziesz mieć Rainbow Baby, strata jest jeszcze bardziej złożona. W rzeczywistości nasza bezpłodność jest taka, że ​​już nigdy nie będziemy w ciąży. Wiedząc o tym po urodzeniu martwego syna, stanąłem w obliczu nowego smutku. Żal, który polega na świadomości, że nasza burza nigdy nie skończy się w tęczy. Słońce nigdy nie wyjdzie. Nigdy nie będzie wyraźnego powodu, aby wyjaśnić „dlaczego”.

Ta świadomość była nowym i oddzielnym smutkiem od smutku, który zarezerwowałem dla naszego syna. Te dwa oddzielne smutki sprawiły, że mój ból był jeszcze bardziej intensywny. Byłam taka zła. Że nie mieliśmy nawet wyboru, aby spróbować ponownie. Że nigdy nie bylibyśmy zaskoczeni ciążą. Że już nigdy nie będziemy mieli takiej radości, jak te dwie kreski z domowego testu ciążowego. Że już nigdy więcej nie poczuję tych kopnięć. Że nigdy więcej nie doświadczyłem narodzin, które spowodowałoby oddychające dziecko. Mój gniew był prawie nie do zniesienia. Przez dobre 18 miesięcy walczyłem ze sobą, chodząc w kółko, próbując zrozumieć, dlaczego odmówiono nam Rainbow i dlaczego musieliśmy znosić śmierć naszego syna bez nadziei na nowe życie.

W środku tego podwójnego żalu przeczytałem wers w książce o matce bez dzieci. Na początku ta koncepcja nie miała dla mnie sensu. Ale wtedy przyszedł do mnie obraz mojej drogiej przyjaciółki Mary. Była nauczycielką, która nigdy nie wyszła za mąż, ani nigdy nie miała własnych biologicznych dzieci. A jednak kochała wszystkich swoich pierwszoklasistów z prawdziwym wigorem. Każde dziecko w jej klasie było właściwie jednym z „jej dzieci”, jak je nazywała. Była też niesamowitą przyjaciółką. Kiedy Mary nagle zmarła, poczułem się, jakbym ja również stracił matkę. Pomogła mi w wielu trudnych sytuacjach i naprawdę wspierała mnie jak matka. Była matką, chociaż nie miała biologicznych dzieci.

I wtedy mnie to uderzyło. Nadal mogłam iść do matki, nawet gdybym nie miała kolejnego dziecka. Zaczął się nowy rozdział w moim życiu i być może moja Rainbow nie była w postaci dziecka, ale czegoś zupełnie innego. Być może mógłbym opiekować się sprawą, która jest dla mnie naprawdę ważna, poświęcić swój czas organizacji, która mogłaby naprawdę skorzystać na tym, lub wykorzystać swoje doświadczenia, aby pomóc innym pocieszać. Może mógłbym ponownie odkryć niektóre z moich dziecięcych marzeń i urzeczywistnić je. Mógłbym nawet spróbować czegoś zupełnie nowego, nowego projektu, który mógłby stać się „moim dzieckiem”. Macierzyństwo niekoniecznie musi pokrywać się z niemowlęciem lub dzieckiem. Ta myśl nigdy wcześniej nie przyszła mi do głowy, ale widziałem, że bycie „matką” czegoś nie oznacza, że ​​muszę mieć kolejną ciążę.

W końcu przez wiele miesięcy byłem w stanie zaakceptować, że gdzieś tam mam Rainbow. Nie, to nie jest kolejne dziecko. To był fakt, który wymagał wielu łez, niesamowitego bólu i zaciekłej walki, by to zaakceptować. W niektóre dni wciąż płaczę i znów znoszę wszystkie etapy żalu z tego powodu. Ale nowe światło otworzyło się, kiedy mogłem uwierzyć, że tak, mogę mieć Rainbow. Mogę zrobić coś, co jest „matką” lub pomaga innym po mojej stracie. Mogę zająć się innymi sprawami.

Finding my Rainbow to nowa i świeża podróż. Obecnie aktywnie go szukam. Jak dziecko, wiem, że moja Rainbow będzie rosła, zmieniała się i ewoluowała z czasem. Ale świadomość, że jest to możliwe, wnosi nowe światło do mojej burzy. Czy burza kiedykolwiek się skończy? Nie, nie będzie – kolejny fakt, który jest trudny do zaakceptowania przez większość dni. Ale burza nigdy się nie kończy dla innych matek, które również mają żywe Rainbow Babies. Ich strata jest nadal tak samo druzgocąca i bolesna jak moja. Ich ścieżka po stracie wygląda inaczej niż moja, ale teraz wiem, że wszyscy możemy mieć tęczę, jeśli jesteśmy na nią otwarci, szukamy jej i pozwalamy jej świecić.

[free_ebook]